Przypadek – to słowo idealnie odzwierciedlające to, w jaki sposób zetknąłem się po raz pierwszy z folklorem. Miałem wtedy 6 lub 7 lat. W rodzinnych Brusach centrum aktywizacji dla dzieci i młodzieży był Młodzieżowy Dom Kultury, gdzie działały liczne, jak na niespełna 5-tysięczną miejscowość, kółka zainteresowań. Nadszedł dzień, kiedy moja mama posłała mnie i dwie starsze siostry do MDK, abyśmy zapisali się na “tańce”. Mieliśmy wyraźnie przykazane, aby wybrać taniec nowoczesny…

Powiedziała też (choć z upływu czasu nie przytoczę dokładnych słów): “tylko nie zapisujcie się na tańce ludowe”.

PełniTancerka z zespołu w stroju lubelskim. obaw poszliśmy do domu kultury, gdzie spotkaliśmy Pana Marka. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności okazało się, że jest on instruktorem tańca, więc jak zdradziliśmy cel swojej wizyty to od razu zapisał nas do swojej grupy. Akurat obok trwała próba, ale nie mieliśmy odpowiednich strojów i obuwia, więc powiedział nam, kiedy mamy przyjść na nasze pierwsze zajęcia.

Wszystko poszło szybko i bezproblemowo. Zadowoleni z wypełnienia misji wróciliśmy do domu, gdzie zdaliśmy z niej relację naszej mamie. Niestety nasza radość uleciała jak dowiedzieliśmy się, że Pan Marek nie prowadzi zajęć z tańca nowoczesnego. Mama nie była zadowolona, że zrobiliśmy dokładnie to, o co prosiła nas żebyśmy nie robili – czyli zapisaliśmy się do zespołu folklorystycznego. Tak… od dziecka byliśmy buntownikami, choć z przypadku:)

Zupełnie niezamierzenie staliśmy się wtedy członkami zespołu “Krëbane”, skupiającego kilka grup wiekowych. Początkowo nasza grupa nazywała się “Purtki”. Cóż, etymologia tego słowa ma związek z tym, z czym się kojarzy w języku polskim… Co prawda na swojej drodze często spotykaliśmy osoby, których ta nazwa śmieszyła, ale my wiedzieliśmy, że purtki to kaszubskie diabełki i chętnie to innym uświadamialiśmy.

Krëbane przez wiele lat stanowiły dominujący element naszego życia. Cotygodniowe próby, wyjazdy na obozy taneczne, liczne występy zajmowały wiele czasu. Nie był to jednak czas stracony. Poznaliśmy tańce i przyśpiewki kaszubskie, suitę tańców lubelskich, rzeszowskich, łowickich i górali spiskich, polskie tańce narodowe. W swojej “karierze” mieliśmy okazję wyjeżdżać na festiwale folkloru w Polsce i poza granicami naszego kraju. Byliśmy na Litwie, w Bułgarii, Hiszpanii, Włoszech. Same próby, ale przede wszystkim koncerty przed nierzadko liczną publicznością, sprawiały nam ogromną radość i satysfakcję. W ten szczególny sposób mogliśmy umacniać i prezentować swój patriotyzm, zwłaszcza lokalny, a także pielęgnować kulturę Kaszub, z których pochodzimy.

Okolica miejsca zamieszkania zespołu podczas wizyty na festiwalu we Włoszech, 2004 r.

Jestem przekonany, że gdyby nie przypadek, jaki sprawił że znalazłem się w zespole folklorystycznym, moje życie straciłoby wiele kolorytu. Zdecydowanie zachęcam, aby jeżeli jest tylko taka możliwość, zapisywać (świadomie;)) swoje dzieci do lokalnych grup pieśni i tańca. Będą mogły same się przekonać, jak ogromną przyjemność może sprawiać uczenie się polskich tańców ludowych i narodowych. Jest to świetny sposób na aktywne spędzanie wolnego czasu – wywijając hołubce czy wywijając obertasa:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *